Kiedy dojechaliśmy pod mój domu,nie odwracając się pobiegłam do drzwi.Ręce mi się trzęsły przez co miałam problem z otworzeniem drzwi.W domu nikogo nie było.*Pewnie znowu są w delegacji*pomyślałam kiedy poczułam dłonie na moich biodrach.
-Niall?-spytałam,mając nadzieję że to jednak on.Niestety świat mnie nie nawidził.
-Pudło,kochanie.-usłyszałam mocny głos za sobą.
-Zayn puść mnie chcę do domu.-ryknęłam,jak ten człowiek mnie denerwował pusty chłopak.
-Nie zaprosisz mnie do środka?-spytał,udając urażonego.
-Śmieci się powinno wynosić z domu,a nie wpuszczać.-posłałam arogancki uśmiech i trzasnęłam przed nim drzwiami.Zamknęłam drzwi i zsunęłam się po nich.
-Coś się stało księżniczko.-usłyszałam głos przybliżający się do mnie.
-Jak tu do cholery wszedłeś?!-spytałam,czując jak puls podskoczył mi do gardła.
-Balkon,trzeba zamknąć przed wyjściem,księżniczko.-mówił ironicznie się uśmiechając,wysunął rękę w moim kierunku i uśmiechnął się.
-Wyjdź stąd!-krzyknęłam wstając i potykając się o własną nogę,ale na szczęście pa doskonały mnie złapał i przyciągnął do siebie.
-Czego ty ode mnie chcesz?!-krzyknęłam,wkurzona jak nigdy.
-Chcę Ciebie i chcę Cię chronić.Muszę pozwól mi!-powiedział to z małym smutkiem w głosię.
-To czemu nasłałeś na mnie Niall'a bohaterze?-ryknęłam,a on wytrzeszczył oczy.
-On Ci to powiedział?!-jego oczy poczerniały ze złości,wyglądał jakby miał kogoś zabić.
-Nie e..-skłamałam.
-Na razie.-wyszedł i trzasną drzwiami.
Wzięłam płaszcz i wybiegłam z domu,szłam ciemną wąską uliczką śmierdzącą dymem.
Nagle ktoś mnie uderzył w głowę i straciłam przytomność.
*Następny dzień*
*Perspektywa Niall'a*
Budzik zadzwonił na 7 rano,zrobiłem poranną toaletę,ubrałem się i zszedłem na dół.Zjadłem szybko śniadanie i wyszedłem do szkoły.Odpaliłem pośpiesznie silnik i ruszyłem.Była 7:40 zobaczyłem chłopaków i podszedłem do nich.
-Siemka co tam?-mruknąłem i przywitałem się z nimi.
-W porządku,tylko jest problem.-powiedział Zayn z nienawiścią w głosię.
-Co ci jest?-spytałem mrużąc.
-Co jej zrobiłeś?!-spytał,myślałem przez chwilę że dostanę w twarz,ale chłopaki go przytrzymali.
-Nie wiem o czym mówisz.-powiedziałem.
-Serio?-spytał z ciekawością.
-Stop,stop on serio nie wie o co chodzi.-wtrącił Lou.
-No o co?-spytałem.
-Autobus szkolny przyjechał 10 min temu,od rana nie ma Carolyn w domu.Sądzimy,że mogłazostać porwana...szukaliśmy ją w całym mieście nikt jej nie widział,a w okolicy kilometra od jej domu ludzie słyszeli,krzyki dziewczyny i jakąś grupkę facetów noszących coś w dużym worku.-Lou spuścił wzrok.
-I nic nie robicie?!-krzyknąłem.Boże jak ja się o nią martwiłem.Ale czemu?
-Nie będziecie tutaj siedzieć,idziemy ją szukać!-krzyknąłem i ruszyliśmy w stronę samochodów.Podzieliliśmy się i ruszyliśmy ze mną poszedł Lou,a z Zaynem reszta.
*Perspektywa Carolyn*
Obudziłam się z wielkim bólem głowy,spojrzałam w górę i oślepiło mnie mocne światło.Zobaczyłam wysoką sylwetkę zbliżającą się ku mojej osobie.
-Witaj Carolyn.-ktoś powiedział z głosem mrożącym krew w żyłach.
kiedy nn???? kocham to i cb :) !!!!
OdpowiedzUsuńSuper!czekam na następny rozdział! :D
OdpowiedzUsuń